Magazyn / DPTV / Eventy
 
 
 

Wuchta myśli, tej

 
Written by Szymon Igoronco / Photos and illustrations by Mrokas stuff / 14 Feb 2012
Wuchta myśli, tej | Rozmowa z Mrokasem. O rapie i nie tylko | Don't Panic online Magazyn

Mrokasa, lidera legendarnej hip-hopowej formacji Aifam i głowę biznesu ciuchowego Gwara Wear odwiedziliśmy w jego mieszkaniu na poznańskich Jeżycach. Odwiedziliśmy, dodajmy, jako autora bezkompromisowych, niejednokrotnie wywrotowych tekstów i mocnych brzmień. Ku naszemu zdziwieniu, okazało się, że na czołowych pozycjach w jego dyskografii widnieją płyty jazzowe, funkowe...

 
A gdzie hip hop?
Rap ma specjalne miejsce w moim sercu, jak i na specjalnej gablocie (tu po lewej), ale muszę przyznać, że wraz z wiekiem moje upodobania muzyczne mocno się zmieniają. Przez lata młodości wędrowałem po wszelkich gatunkach rapowych. Jak trafiałem na jakąś dzielnicę, to siedziałem tam przez rok. Jak poznawałem muzykę z Queensbridge, to słuchałem wszystkiego co związane z tym rejonem, jak odkryłem Long Beach, to byłem tylko tam. Jak poznałem rap z Marsylii to nagle odkrywałem Francję - miasto po mieście. I chyba właśnie ich rap odcisnął na mnie największe piętno. No, a teraz? Nie szukam nowego rapu... wiem, że to dziwne, ale tak jest... Amerykański rap to teraz odmiana popu – ja wolałem zawsze ten biedny, szczery, wartościowy. Przepych, kokaina i półnagie lalki Barbie na klipach… nie to nie dla mnie. A niestety z tym obecnie kojarzy się rap. Chociaż nie lubię generalizować w roku 2011 kilku nowych graczy ze stanów narobiło zamieszania i ich albumy doskonale do mnie trafiają. Jednak rzeczywiście, częściej słucham jazzu, funku lat 70tych, soulu albo chill-out’u, czy nawet dubstepu, niż nowego hip hopu... Z polskiego rapu sprawdzam z przyjemnością też tylko kilku graczy. Nie da się ukryć, że częściej to bardziej badanie rynku, kierunków rozwoju, niż jaranie się polskimi artystami. Chyba, że to któryś z moich kolegów. Zawsze chętnie sprawdzę jak się kształtują ich muzyczne drogi.
 
 
 
 
I jaki jest ten rynek. Jest w nim miejsce na hip hop?
Myślę, że tak. Internet znacznie pomógł w organizowaniu się hip-hopowego środowiska na nowo. Jednak wciąż ten rap trafia głównie do licealistów i studentów - trudno jest zajarać nim dojrzałego człowieka. I jest to trochę smutne. Ja staram się robić rzeczy przemyślane, z głębszym przekazem niż tylko przechwalanie się, że jestem najlepszy i ile wódki wypiłem… niestety często trafiam w pustkę. Dzieciaki chcą albo cwaniacką zbuntowaną ulicę, albo luźne teksty niemówiące o niczym, poza wiecznie trwającym melanżem... Z drugiej strony na to patrząc, jak miałem 15 lat też byłem zbuntowany i też miałem w dupie Mickiewicza i wszelkie mądrości, a wolałem się dobrze bawić. Fakt też słuchałem rapu więcej w tamtym okresie, ale rap na świecie jest bardzo bogatą i zróżnicowaną muzyką od gangsterki po intelektualistów. U nas w kraju każdy rap jest wrzucany do jednego wora. Poza tym mainstreamowe media wyparły hip hop, przez co trudniej dotrzeć do dojrzałego słuchacza, który już tak nie szuka, jak ten młody. A szkoda, bo wiem, że mam sporo numerów, które mogłyby zainteresować ludzi ze zgoła innego środowiska.
 
W twojej wypowiedzi czuć pewną nutkę rezygnacji...
Nie, no co ty. Choć, przyznam, był moment, w którym wyluzowałem i przestałem sądzić, że będę żył z tego. Nagrałem sobie płytkę „Mrok nad miastem” – niszowa produkcję, bez przebojowych singli, nie starałem się o dobrą promocję tego albumu, gdyż główną moją działalnością, w której pokładałem wtedy nadzieje była firma reklamowa. Tyle, że zaraz rozpoczęliśmy pracę nad płytą Aifam, pojawił się pomysł na ciuchy gwarowe i w pewnym momencie zaskoczyło, a branża reklamowa po dwóch latach stała się dla mnie kurewskim i odrażającym biznesem. Wróciła mi prawdziwa zajawka i na tej zajawce nagrałem "Mrok w mieście". I tak to się kręci...
 
A jak się kręci?
Tutaj trzeba być. To jest taki rynek, któremu nie możesz na chwilę dać o sobie zapomnieć. W każdym miesiącu musisz mieć pomysł na siebie, jak się zaprezentować w Internecie. Między jedną, a drugą płyta Aifam minęło 5 lat, czyli ponad jedno pokolenie licealne. A wiadomo gdzie ta muzyka najbardziej krąży.... Także dla większości młodzieży byliśmy znowu anonimowi. Nie ma innej recepty niż wydawać, wydawać i jeszcze raz wydawać.
 
Ale czy problemem rapu nie jest to, że każdy może wydawać właśnie. To co na początku podawano, jako jego zaletę – „każdy może go robić”, przełożyło się na jego odbiór. Powiedzmy to sobie szczerze, mało poważny.
Pozornie mało poważny. Ale jednocześnie, to właśnie raperzy są na czele wszystkich list sprzedaży płyt. Jest Kayah, jest Kazik czy Steczkowska i jest Peja, Ostry, a zaraz potem też Tede, Sokół, Paluch czy Sheller. Świetnie sprzedają się nawet takie składy, które nigdy specjalnie nie trzymały nie wiadomo, jakiego poziomu, ale są od zawsze działają i są konsekwentni w rapie. Tak naprawdę, większość „gwiazd” z pierwszego pokolenia polskiego rapu sceny to te ekipy, które w złotym dla hip hopu w Polsce czasie (2000-2005) były w telewizji, stacje pokazywały ich klipy, miały swoje pięć minut. Moim zdanie to teraz tak procentuje, że oni na tym płyną. A że po drodze powstała masa chłamu, który zraził ludzi do rapu? Każda kultura pod tym względem jest podobna. Z czasem się przejada. W rapie po 2005 roku był krach – wychodziło dużo syfu. Ale to ucichło – rozwinęły się media internetowe i mamy renesans. To samo dzieje się teraz z dubstepem. U popowców takich Lady Gaga się nawet pojawiają „wobble”. Taki Skrillex, - jest dobrym graczem – trzeba mu to oddać. Ale ortodoksyjnym pionierom dupstepu pewnie gul skacze, bo oni przez lata w tych piwnicach rzeźbili i nikt z nich nie ma z tego siana, a Skrillex bierze za godzinny set kilkadziesiąt tysięcy euro. I pewnie będzie tak, że dubstep będzie wszędzie, w końcu to pęknie i znowu nie będzie go nigdzie. Ale prawdziwy dubstep, gdzieś w podziemiu znajdzie swoją niszę – ustabilizuje się rynek i zostaną ci najlepsi, którzy zawsze sobie poradzą.
 
 
 
 
 
To co, teraz pora na eksperymenty muzyczne?
Są różne pomysły, ale nie wiem czy moi słuchacze są na to przygotowani. Jednak na moim ostatnim albumie jest dużo eksperymentów – chociażby kochany i znienawidzony zarazem kawałek „Krusząc lód”. Eksperymentowanie mnie rozwija, nudne jest nawijanie przez całe życie po to samo tempo.
 
A zdajesz sobie sprawę, że z kolei nasi odbiorcy dość chłodno przyjęli „Krusząc lód”. Komentarze na wallu były średnio entuzjastyczne.
Kawałek jest kontrowersyjny – a ja lubię budzić do refleksji. Jeśli byłby to kolejny standardowy kawałek z rytmiką do której ludzie są przyzwyczajeni to by wszyscy się cieszyli – ode mnie dostali coś innego, więc pojawia się fala krytyki – ludzie lubią, to co znają – coś nowego znajduje adoratorów z czasem. Wiesz, ja na każdym kroku jestem rozliczany, ale nie zaspokoję każdego, nie będę też robić czegoś pod czyjeś dyktando. Z drugiej strony przyjęcie tego kawałka wśród fanów rapu jest bardzo entuzjastyczne – jest to bez wątpienia jeden z większych moich hitów, który śmiało odnalazłby się w niejednej rozgłośni radiowej, nad czym pracuje. Ten numer jest jednym z nielicznych kawałków o luźnej tematyce. Pozostałe moje kawałki są raczej zmuszające do myślenia.
 
Ale nie zamieniasz kawałków w wykłady swoich teorii...
No wiadomo że nie! Mam na uwadze, żeby nie przynudzać. Nie da się ukryć, że to co robię to przecież muzyka rozrywkowa. Ale jestem przede wszystkim motywatorem. Staram się ludzi uświadamiać i przekonywać, żeby robili to co lubią, żeby się tym cieszyli i bardziej rozwijali swoje pasje, aniżeli wpierdalali się pod krawat. Nie da się ukryć że staram się buntować ludzi przeciw temu choremu systemowi, który nas wszystkich otacza.
 
 

 

Ostatnio kumpel mi zdradził, że kawałkiem „Grafitti” doprowadziłeś go do płaczu - mało to rozrywkowe. A tak poważniej to, łezka mu się zakręciła, kiedy opowiadałeś o tym świecie, świecie którego już chyba nie ma. Miejsce hip-hopowego graffiti zajął street art.

Widzisz dziwna sprawa. Ludzie z roczników 75-85 jarali i jarają się graffiti do dziś. Młodzi już dużo mniej. Świadczy o tym choćby fakt, że mój teledysk do kawałka „Graffiti” ma dwa razy niższą oglądalność, niż inne moje klipy. W kawałku opowiadam o czasach schyłku lat 90. gdzie faktycznie graffiti w Poznaniu żyło! Było kilku genialnych malarzy, którzy, notabene, malują do dziś! Fakt że graffiti to ryzykowny i kosztowny sport, a ci ludzie mają już często rodziny i nie mogą sobie pozwolić na takie ryzyko, jak gdy mieliśmy po 15 lat. Jednak malują, wciąż. Część z nich jest grafikami komputerowymi i wykorzystują swój talent w projektowaniu logotypów, inni poszli w architekturę, ale początki ich pasji do rysowania zrodziły się właśnie z graffiti – to jest piękne! Jeśli chodzi o street art – to jest to jednak trochę inna dziedzina sztuki – street artem są szablony, street artem są murale, czy mozaiki kafelkowe – w naszym mieście widziałem już też tego typu akcje (niebieskiego smerfa przy wiadukcie przy ul. Kościelnej – jaram się!). Graffiti jest jednak inne, bazuje na liternictwie – neguje używania szablonów i jest związane ściśle z kulturą hip-hop, a nie z za długimi szalikami i lanserskimi kapeluszami typów z ASP (z całym szacunkiem dla zdolnych plastyków z ASP) Ja osobiście street art też lubię i każdą inicjatywę twórczą w przestrzeni miejskiej doceniam, jeśli ma pomysł i coś próbuje przekazać. Wiem jednak, że niektórzy moim koledzy malujący graffiti od 15 lat absolutnie nie jarają się tym. A dlaczego termin street art stał się modny? Pewnie głównie z powodu nagłośnienia postaci, jaką jest tajemniczy człowiek bez twarzy. Fakt, że Banksy owiany jest taką wielką tajemnica – robi największy marketing dla zjawiska street artu.

 
A co robi Tobie marketing? Co czujesz, gdy widzisz, że połowa młodzieży w Poznaniu chodzi w twoich ciuchach?
Hahah! No faktycznie, jest to ciekawe uczucie! Jaram się! Każdemu, kogo widzę w koszulce, bluzie Wuchta Wiary Tej, czy innym naszym modelu z kolekcji, przybijam pionę! Wiesz, dużo pracy włożyłem w tę markę od początku jej powołania. I cały czas wkładam. Jara mnie wymyślanie kolejnych haseł i widok ich przełożenia na grafikę, a finalnie na gotowy T-shirt (ostatnio współpracujemy właśnie z jednym z czołowych graficiarzy poznańskiej sceny). Poświęcam temu bardzo dużo energii. Po prostu kultywuję tradycję ubrany w AIFAM GWARA WEAR!
 
Masz jakiś plan B? Wyobrażasz sobie siebie na etacie w korporacji?
Nie, nie ma takiej opcji. Będę robił to co robię. Będę robił rap i starał się godnie z tego żyć. Bo wiem, że to co robię ma sens, a to chyba najważniejsze.
 
 
Rozmawiał Szymon Igoronco

 

 
Podziel się artykułem
Oceń artykuł (L1 / H0)
 
Komentuj
E-mail (nie będzie opublikowany)
Twój komentarz
  • guest-wuaespecjal
    guest-wuaespecjal / Skomentowany: Tue 14 / Feb / 2012, 13:46
     
    mroksiu bardzo dobry wywiadzik piontka ! man!
 
Najnowsze
 
Promo
 
 
 
 
Sin by Otecki
Sin
by Otecki