Lana Del Rey
Chyba nie ma nikogo, kto jeszcze o niej nie słyszał. Miliony odsłon teledysków do Video Games czy najnowszego – Born to die, świadczą o ogromnej medialności Lany Del Rey. Czy słusznie? Czy Lana czyli Elizabeth Grant zasłużytła na sławę godną Madonny czy Lady Gagi? A może jest tylko produktem marketingowym, jak sugeruje wiele osób, lub korzysta po prostu z ogromnych zasobów finansowych swojej rodziny, by robić to co jej się podoba? Przyjrzyjmy się jej bliżej…

Świat szerzej usłyszał o niejakiej Lanie Del Rey późnym latem ubiegłego roku, kiedy to wirusowo przesyłano sobie link do jej teledysku do piosenki Video Games. Pozornie chaotycznie posklejane fragmenty hollywoodzkich retro filmików i piękna dziewczyna śpiewająca melancholijnie między nimi – czegoś takiego jeszcze nie było. Jak się okazuje – Lana nie była kompletną debiutantką. W 2008 roku wydała EP-kę Kill Kill a dwa lata później swój pierwszy album, zatytuowany po prostu Lana Del Rey. Był on krótko dostępny na iTunes, a w jego marketingu pomagał tata Lany. I to właśnie on – Rob Grant jest kluczem do zagadki jej sukcesu. Rob jest amerykańskim potentatem rynku domen internetowych i nieruchomości, a Elizabeth (Lana) jedną z dwóch jego córek. Ze względu na swoją pozycję, mógł jej zapewnić pomoc finansową oraz wsparcie swych wpływowych przyjaciół.
Rob Grant z córkami - Elizabeth (Lana) i Caroline
Lana nie ukrywa w wywiadach, że początek swojej kariery zawdzięcza zaufaniu, jakie pokładał w niej ojciec, pokreśla jednak że nie przyłożył ręki do podpisania przez nią kontraktu z Interscope Records. Cóż, tak czy inaczej pieniądze dają szczęście, bo Lana dzięki nim spełniła dziewczęce marzenia i nagrała już drugi album (w sprzedaży od 30 stycznia).

Można wierzyć jej lub nie, gdy opowiada, że teledysk do Video Games nagrała i zmontowała własnoręcznie. Lub, że nie zatrudnia stylisty a jej wizerunek jest wypadkową fascynacji hollywoodzkim glamour’em lat 50-tych. Kontrowersyjne są też jej warunki zewnętrzne; na forach toczą się nieskończone dyskusje na temat prawdziwości jest biustu, ust czy kości policzkowych. O ustach powstał już nawet prześmiewczy blog - http://checkthis.com/peoplewithlanadelreylips Jedna wątpliwość poszła jednak w niepamięć – Lana (Elizabeth) może się podobać lub nie, ale śpiewa autentycznie i sama pisze teksty piosenek. Nie sprawdziły się spekulacje, jakoby jej barwa głosu była „kupiona” w banku głosów i wielokrotnie przetwarzana. Poniżej możecie posłuchać jak wykonuje na żywo utwór Video Games oraz Born to die, – na pierwszym filmie wyraźnie jest w formie, na drugim, który ostatnio obiegł internet – cóż, ma "gorszy" dzień. Oceńcie sami…
Wiadomo już, że Lana zamieszała w muzycznym świecie i długo nie zostanie zapomniana. Lubicie ją czy nie, jedno jest pewne – jest już ikoną popkultury – przez swoją wrażliwość, styl i sposób bycia. Dziewczyna konsekwentnie unika showbiznesowych eventów, co może zmienić się w najbliższym czasie, po tym jak kilka dni temu podpisała kontrakt z agencją NEXT Model Management w sekcji Talenty. Bilety na jej londyński koncert rozeszły się w pół godziny. Jest też laureatką takich nagród jak Next Big Thing magazynu Q czy Pitchfork Best New Song. Jak będzie dalej – przekonacie się obserwując jej medialne kroki, o których na pewno będzie jeszcze głośno.

Jesteście ciekawi co sama Lana o sobie mówi? Zobaczcie wywiad z nią w Chateau Marmont, przeprowadzony po ukazaniu się teledysku do Video Games:
-
rue_cambon / Skomentowany: Tue 17 / Apr / 2012, 20:32fakt, na live'ach jest beznadziejna ale plyta mocna. pozniej ucichnie, znowu zrobi bum, znowu ucichnie.. tak sie zarabia miliony! chociaz ona na brak pieniedzy nie powinna narzekac (czyt jej ojciec). -
guest-nupik / Skomentowany: Sat 04 / Feb / 2012, 13:36prawda jest taka, że Lana przez wszystkie plotki krążące na jej temat osiągnęła dokładnie to, czego chciała - rozgłos i sławę. mogę się założyć, że jej płyta rozejdzie się w milionowym nakładzie, a ludzie wkrótce zapomną o całym zamieszaniu i skupią się na jej niesamowitym głosie. go Lana! -
guest-liverforsale / Skomentowany: Fri 27 / Jan / 2012, 18:04tak wpadłem przypadkiem i widzę, że don't panic silesia to ma praktycznie zerowy flow. pewnie ktos to czyta, ale zycia tu nie ma. pzdr!
-
Vermones - Humanicals
-
Wejdź w to głeboko
-
Grubson - Gruby Brzuch
-
1500m2 muzyki
-
To jest klubing, czyli...
-
Muzak - nowy album Plazmatikonu
-
Trochę plaży w Poznaniu
-
A imię jego... 44
-
Flash Mob Poland



